nasza Toskania – cz.1 mangiare

IMGP8655

Pojechaliśmy do Toskanii z naszymi dziećmi oraz http://www.cialisgeneriquefr24.com/cialis-prix-moyen-en-pharmacie/ z przyjaciółmi posiadającymi także dwójkę dzieci. Wynajęliśmy piękny dom w cichej okolicy, na wsi wręcz. Planem był brak planu plus miejsca, które absolutnie należy zobaczyć. Najczęściej wyglądało to tak, że podczas wieczornych posiadówek przy winku i jedzonku (prosciutto, https://www.viagrasansordonnancefr.com/ grissini, pasty, pasty do pieczywka, chipsy, owoce etc.) decydowaliśmy, co będziemy robić następnego dnia. Wówczas ogarnialiśmy trasę, jaką będzie trzeba pokonać, czy mniej więcej oszacować, jak to będzie wyglądać godzinowo, żeby móc się zmieścić z jedzeniem, czy zakupami przed przerwą w funkcjonowaniu sklepów i restauracji.

IMGP8665IMGP8036 IMGP8664 IMGP8614IMGP8843
IMGP8851IMGP8862 IMGP8854

IMGP8905

Przez pierwszych kilka dni pozwoliliśmy sobie na odpoczynek od dalszych
wypadów. Po dwóch dniach trasy i pokonaniu ponad 1500 km ciut mieliśmy dość zarówno my, jak i dzieciaki. Cieszyliśmy się urokami tego cichego toskańskiego zakątka, odwiedzaliśmy lokalne przybytki z lodami, pizzami i pastami. tym sposobem dane nam było zje jedne z najwspanialszych lodów na świecie. W miejscowości Reggello są 2 lodziarnie i w obydwu lody smakowały niesamowicie. Normą jest cena za niby „gałkę”, ale złożoną z dwóch smaków. Włosi rzadko jedzą tylko jeden smak. Wspaniale! Gdyż ta jedna „gałka” była dla nas dość dużą ilością na raz 🙂 Wyglądała tak:

IMG_6863

IMGP8633

IMG_6865 IMG_6868

W Cascii koło Reggello dostaliśmy od znajomego namiar na genianą pizzę. Pizzeria „Stagnino” stanęła na wysokości zadania. Pizze okazały się być absolutnie nietuzinkowe, przegenialne. Kamil wybrał taki flagowy produkt – pizzę z truflami i borowikami (pizza funghi e porcini). Dziwnie pachniała, ale smak…mmmmm….rewelacja!

IMG_6915 IMG_6918

W tej samej miejscowości jednego wieczora wybraliśmy się także do restauracji „Massaccio”, która słynie w okolicy z najlepszych owoców morza. Wszystkie dania wyglądały obłędnie, a smakowały jeszcze lepiej. Polecamy dla wszystkich. Także dla tych, którzy boją się spróbować.

IMG_7106 IMG_7113

Aż zgłodniałam! Ach!

Odwiedziliśmy też mieszkającego jakieś 25-30 minut drogi od nas Stinga, ale nie zechciał mieć z nami wspólnej sweet-foci 🙁 Jego strata. A zupełnie poważnie, to prowadzi on (oczywiście za pomocą rąk pracowników) sklep z artykułami bio i eko typu miód, czy oliwa z oliwek. Łatwo tam trafić.

IMG_7003 IMG_7001

Kolejny wpis będzie o winach 😉


Adresy i stronki dla zainteresowanych:

lody: Pasticceria Claudio, Gelateria Il Muretto

pizza: pizzeria Stagnino 

frutti di mare: Ristorante Masaccio

u Stinga: Il Palagio

vacanze in Toscana

IMG_7003

Wakacje, wakacje….Byliście? Jesteście? Planujecie? My już po. W tym roku wcześniej, bo w czerwcu z powodu mojego lipcowego powrotu do pracy. Padło na Toskanię. I bardzo, ale to bardzo jesteśmy zadowoleni z tego wyjazdu. Pojechaliśmy autem z naszą dwójką pocieszek plus drugie auto z przyjaciółmi w podobnym składzie. Troszkę przygotowań, zakupów, pakowania i już byliśmy w trasie. Wyjazd o 4:00 nad ranem. jest już jasno, więc jedzie się, jak w dzień, a dzieci dosypiają na tylnym siedzeniu. Zaskoczeniem dla nas było to, że w 2,5 godzinki byliśmy już pod granicą i żegnaliśmy się z Polską. Potem szybki przelot przez Czechy, dłuższy postój w Wiedniu i wieczorem dotarliśmy pod Klagenfurt, gdzie szybko udało nam się znaleźć nocleg w miłym pensjonacie z placem zabaw i basenem(!!!). Z basenu nie korzystaliśmy ze względu na niską temperaturę i burzowe chmurki na niebie, ale plac zabaw to zawsze jest dobry wybór. Znajomi śmiali się, że jak ktoś chce jechać na wakacje z dzieckiem autem i daleko, to powinien sobie na jakiś plac zabaw np. do Zgierza pojechać (nie, nie mam nic a nic do Zgierza;p). A tu proszę. Udało nam się zrobić prawie 1000km! Pozostawalo jeszcze kolejne prawie 600. Następnego dnia po śniadanku hop, do aut i znowu w trasę przez końcówkę austriackich autostrad i przez zapchane tirami włoskie drogi. Nawet w przyautostradowym Autogrillu można zjeść przyzwoite smakowo achat cialis pharmacie andorre pasty i wypić typowe espresso, więc jeszcze nie będąc na miejscu poczuliśmy klimat Italii.

Na miejscu mieliśmy wynajęty dom, który okazał się być wspaniałym miejscem. Widok na góry zapierający dech w piersiach. Drzewka oliwne dokoła przeplatające się z mini uprawami winorośli, w oddali głos pawia i cisza. Cisza cichutka. Plus głosy naszych dzieci. I po ciszy. Heh.

Plan był taki, że go prawie nie było. Kilka must have’wów typu wizyta we Florencji, pizza, pasta, frutti di mare, enoteka, plaża. Poza tym pełna elastyczność. Mieliśmy kilka adresów i podpowiedzi co i gdzie zjeść, napić się, zobaczyć od znajomego. Wszystkie trafione w 100%. Dziękujemy!

Dla mnie i Kamila była to pierwsza okazja do poczucia klimatu Włoch z punktu widzenia małego miasteczka i wsi. Do tej pory byliśmy 2 razy w Rzymie i kilka razy w Mediolanie. To ogromne miasta z mnóstwem turystów i dużym zapleczem sklepowo-muzealno-pamiątkowym. Na prowincji jest inaczej, żyje się wolniej, ludzie nie gonią nigdzie, celebrują życie. La dolce vita! Pierwszą rzeczą, która bardzo rzuciła się nam w oczy było przestrzeganie przerwy w ciągu dnia w funkcjonowaniu sklepów i knajp. W dużych miastach nastawionych na turystów nie było problemu ze znalezieniem przyzwoitego miejsca na obiad w okolicach 14-15. Tutaj zjedzenie czegokolwiek poza lodami było niemożliwe. Na szczęście szybko dostosowaliśmy nasz tryb do włoskiego 😉 i albo szliśmy na obiad wcześniej, albo czekaliśmy na kolację po 18-18:30, albo po prostu przyrządzaliśmy sobie coś pysznego sami z włoskich składników. Da się! 🙂 No i jeszcze ta ogólna niechęć do używania angielskiego. Ha! W końcu na coś przydało się to moje dukanie po włosku 🙂 Co tam, że pewnie z błędami, ale w miłej atmosferze byłam w stanie się dogadać z lokalsami. Duma!

Ja od początku mówiłam, że do Włoch jadę się naw……najeść 🙂 Już od dawna chodziły za mną pasty, pizze i risotta. I się doczekałam. Wspaniałe jedzonko w rewelacyjnych cenach (bo nie dla turystów, a dla lokalnej społeczności) plus śliczne krajobrazy górzystej Toskanii. Rewelacja! Będę was męczyć relacją z naszego wyjazdu jeszcze przez kilka kolejnych wpisów. Stay tuned! ;*

IMG_6851 IMG_6863 IMG_6881 IMG_6923 IMG_6935

przed siebie

IMG_6609

Jak wiecie oboje z mężem uprawiamy bieganie od czasu do czasu, raz bardziej regularnie, raz mniej, w zależności od możliwości energetycznych i czasowych. Oboje lubimy to robić. Często jest jednak tak, że możemy wyjść pobiegać i wypalić nadmiar emocji (nie tylko tych o negatywnym zabarwieniu – każdych) dopiero, gdy nasze córeczki zasną. O ile latem, to żaden problem, bo po 21-szej jest jeszcze całkiem widno, to zimą niestety jest bardzo trudno wychylić nos poza dom, bo ciemno i zimno, i wilki jakieś ;P Jest jeszcze weekend. I wtedy Kamil stara się nadrabiać swoje „zaległości” w bieganiu leśnymi ścieżkami. Jednak i w weekendy mamy czasem zaplanowane wyjazdy, zakupy i inne sprawy, więc

wówczas bieganko odpada. AAAALLLLEEEE jest na to rada – wózek biegowy. Siup! Jakie to proste! Wsadzasz szkrabiątko do wóza i go, go, go, przed siebie! Fajnie. Jednak na rynku jest sporo modeli i teraz który wybrać?! Szczęściarz z tego, który ma tylko ten problem. Pozostaje jeszcze kwestia pieniędzy. W końcu nie po to wertowaliście internety, fora, sklepy i męczyliście sprzedawców miliardem pytań o wózek 3 w 1, żeby go nie kupić. On już jest. Więc po cóż wydawać następne złotóweczki na kolejny powóz? My nie mamy aż tylu wolnych zasobów pieniężnych, żeby móc sobie zafundować wózek, z którym moglibyśmy biegać. Jednak pewnego dnia dobra wróżka napisała, że może nam takowy pożyczyć na krótki czas. Jupi! Przynajmniej będziemy mogli się przekonać, jak to jest, czy warto i w ogóle zobaczyć co i jak.

Dzięki uprzejmości mojej koleżanki i sklepu 4kids z Krakowa dostaliśmy w prezencie jeden dzień z wózkiem Bugaboo Runner. W dzień przebiegłam się ja z Ewcią – zrobiłyśmy po prostej, chodnikowej ścieżce ponad 4km, a wieczorem Kamil obiecał przejażdżkę Igusi i razem zrobili rundkę wokół całego osiedla, więc

około 6km.

Wózek miał fajny kolor. Przypominał mi naszego X-landera 🙂 Pierwsze wrażenie – ogrooomniasty! Rzeczywiście stelaż był spory, ale też sprytnie się go składa i dzięki temu bez zdejmowania kół spokojnie mieścił się w bagażniku auta. Siedzisko z możliwością jazdy w obu kierunkach – fajnie, bo przydaje się przy młodszych pociechach. Prowadzenie stabilne i całkiem lekkie mimo nieskrętnych kół. Kiedy zaczęłam biec, zdziwiłam się, że w sumie nie czuję jakoś bardzo, żebym musiała mocno pchać coś przed sobą. Jedynie praca rąk inna, bo trzymałam się rączki wózka. Za to pasażerce bardzo się podobało. Jej dziecięce włoski rozwiewały powiewy wiaterku, a uśmiech i zaciesz nie schodziły z twarzy. Sukces. Mimo wszystko pod górkę już nie było tak leciutko 😉

Podobnie było u Kamila i Igi. Ponieważ byli na przebieżce wieczorem, to Igulka była już trochę podmęczona całym aktywnym dniem i czasem przykładała się jak do snu, ale potem wstawała i śmiała się, że tylko żartowała, nie chcąc tracić frajdy z bycia pchaną w wózku przez biegnącego tatę.

IMG_6573 IMG_6576 13480323_10204842371373858_1765962111_n 13510640_10204842372653890_184050783_n

Generalnie wózek biegowy, to fajna rzecz. Radziłabym jednak przemyśleć kwestię zakupu takowego już na początku, żeby służył i jako normalny wózek na spacery, i jako biegowy na treningi i na viagra sans ordonnance zawody. Można też spróbować kupić jako używany, wtedy koszt na pewno jest ciut niższy. Nam marzą się jakieś jednorazowe wypożyczenia wózków na biegi, żeby każde z nas mogło wziąć udział np. w „Biegnij Warszawo”.

IMG_6584 IMG_6583 IMG_6581 IMG_6579 IMG_6578 IMG_6580