czasem przegrywam

Temat jest mi bliski. Znam to uczucie, kiedy wiem, że… Właśnie – że co? że przegrałam? że popełniłam błąd? że nie tak? Znowu? Jako to?!? Ano trochę tak. Trochę tak jest, że mimo moich starań – nie wychodzi mi to macierzyństwo. Nie

wychodzi, czyli nie jest w 100% tak, jak piszą w książkach, na portalach, na innych blogach. Jak radzą, doradzają, pokazują. Jak mówią nam jak żyć, w sumie. No jednym słowem – wiem, kiedy nawalam. Znasz to uczucie?

Zadałam takie pytanie kilku lub nawet kilkunastu albo i kilkudziesięciu znajomym matkom. I? I każda zna poczucie lekkiej jakby przegranej na płaszczyźnie wychowawczej. Kurcze, dlaczego? Przecież zawsze jestem przygotowana, że jak zacznie się awantura np. w sklepie o zabawkę, to trzeba postawić się w sytuacji dziecka, trzeba ukucnąć, wytłumaczyć, że „rozumiem, że chcesz tę zabawkę i nawet mi się bardzo podoba, ale nie mamy teraz wystarczającej ilości pieniążków, aby ci ją kupić. Może następnym razem, gdy tu będziemy, to ją weźmiemy…bla bla bla”. No tak, a dziecko? A dziecko swoje…i nadal, i nadal, i nadal, jak nakręcona katarynka. A cierpliwości we mnie z każdym kolejnym razem jakby mniej i …wybuch bliski. Ehhh… i znów nawaliłam. Czyżby?

Osobiście bardzo mnie bolą moje własne wybuchy przy dziecku i na dziecko. No bo po wszystkim, jak już ochłonę, to tak – przyznaję – źle to załatwiłam. Trzeba było inaczej, spokojniej, z 10-cioma https://www.acheterviagrafr24.com/acheter-du-viagra/ wdechami i wydechami na stronie, wypowiedzieć się stanowczym tonem, a nie wrzeszczeć. No tak – teraz, to ja już to wszystko wiem. Ale WTEDY nie wiedziałam, nie miałam już siły, cierpliwości, byłam głodna, zmęczona, zła, lekko poddenerwowana przez sytuację sprzed kilku minut/godzin, wróciłam z pracy, mam jeszcze dużo do zrobienia i to mnie lekko frustruje, mam okres. Wybierz, co chcesz. Każda wymówka jest życiowa. Wiem, że powinnam się hamować, pracować nad sobą. No i naprawdę staram się, próbuję, jest dobrze kilka razy. Małe sukcesy. Aż przychodzi ten jeden jedyny raz i bach! Bomba wybucha. I mam żal do samej siebie, że nie powinnam, że robię krzywdę dziecku tym jednym krzykiem, że rzeczywiście puściły mi nerwy. No ależ ile te nerwy na wodzy można trzymać, jak naprawdę tyle tych trudnych sytuacji naokoło i co chwila, ja się pytam?! Nie, nie oczekuję osądu, że „tak, to ty jesteś taką złą matką. Krzywdzisz dziecko. Źle robisz. Powinnaś…..”. Nie. Nie oczekuję też poklepania po ramieniu w stylu „tak, spoko, każdemu si zdarza. Nie jesteś ze stali. Jesteś tylko człowiekiem. Każdemu mogło się to zdarzyć. Każdy tak ma”. Nie. Nie oczekuję niczego, ale chciałabym Ci uświadomić, że te gorsze momenty SĄ. TO cialis generique się zdarza. A uczucie lekkiej przegranej, zawodu i złości na samą siebie świadczą też o tym, że MAM ŚWIADOMOŚĆ tych błędów, znam je, zapamiętuję, także mechanizm własnego commander sildenafil 100 accord postępowania i może kolejnym razem w podobnej sytuacji zachowam tę zimną krew i perfekcyjnie temat rozegram. Może mi się uda – mały sukces. Może nie – kolejna lekcja. I tak dalej, w nieskończoność, bo macierzyństwo startuje wraz z poczęciem nowego życia, ale nigdy, przenigdy się już nie kończy.

MATKA, MAMA, MATULA, MAMUNIA, MAMUSIA, MAMCIA, MAMI……

Wszystkiego najlepszego z okazji zbliżającego się Dnia Matki, Matki ;*

fot. dzięki Dorota Janicka Photography (foto przed obróbką)

jak zaczęłam

IMG_5585

Dziękuję, że do nas zaglądacie. w ten sposób Wy także dodajecie energii i przysłowiowych skrzydeł. Po prostu wtedy się chce. Chce się bardziej, więcej i lepiej. Dzięki!

Często pytacie mnie o różne rzeczy, np. o to, jak zaczęłam biegać i dlaczego to robię. Przecież taaaak lubiłam fitness, zumbę i inne tego typu aktywności.

Cóż, to prawda. Lubiłam pójść do klubu na zajęcia, lubiłam zrobić te kilkadziesiąt powtórzeń kolejnych sekwencji ćwiczeń przy skocznej muzyce, lubiłam się spocić, pośmiać z innymi fitnesskami i bywałam dumna z kolejnych osiągnięć (o! dałam radę zrobić wszystko, co kazała instruktorka już bez tej wielkiej zadyszki!), lubiłam pójść w piątek na zumbę i stwierdzić, że wolę to, niż zabawę w klubie, bo lepsza muzyka jest i fajnie się tańczy. Lubiłam. I nadal lubię! Tylko nie mam jak uczestniczyć w takich zajęciach bez zorganizowania wielkiej logistyki do dzieci. Nasze dziewczynki chodzą spać zazwyczaj między 19-tą a 20-tą, a Kamil wraca z pracy około 18-tej. No i już zajęcia do 20:30 odpadają. Stanowi to myślę z 90% dostępnej oferty zajęć zorganizowanych w moim mieście. I tak postawiłam na bieganie. Bo nie ogranicza mnie czas, że muszę stawić się na konkretną godzinę w konkretnym miejscu. Bo mogę wyjść i pobiegać zawsze, kiedy tylko obrobimy się z położeniem dziewczynek spać – o ile tylko mi się zachce.

A jak zaczęłam? Prosto. Powolutku. Założyłam buty treningowe, strój fitnessowy (kobiety, pamiętajcie o dobrym podtrzymaniu biustu podczas aktywności fizycznej!) i zbiegając z mojego 4-tego pietra zrobiłam mini rozgrzewkę (przeskoki, skipy itp.). W międzyczasie włączyłam aplikację w telefonie do pomiaru czasu i dystansu, a potem potruchtałam przed siebie. Na początku były to 2km, potem 3km, potem ponad 4km (bo tyle wynosi pętla dookoła mojego osiedla), aż dałam radę przebiec pierwszą 10-tkę. Potem postawiłam sobie cel – sztafetę maratońską, więc miałam dodatkową motywację, żeby zrobić kolejne wybiegania. Bardzo pomogła mi mama, która wówczas spacerowała z Ewcią, gdy ja biegałam po leśnych ścieżkach i pokonywałam kolejne kilometrażowe bariery ustawione w swojej głowie.

Kolejnym wyzwaniem była myśl o Półmaratonie. Ale jak?!? 21km? Oszalała! A po co ci to?!? Wszyscy naokoło pukali się czółko: rodzice, teściowie, znajomi. A ja miałam marzenie i coraz bardziej realną wizję, że dam radę, że przebiegnę

taki dystans, choć gdyby ktokolwiek powiedział mi to rok temu, to chyba zabiłby go mój śmiech. A tu proszę. Udało się? Udało. Przebiegłam? Przebiegłam. I to nawet w niezłym tempie jak na moją ignorancję w tej materii. Bo ja nie patrzę na czasy, chociaż te są lepsze z biegu na bieg. W końcu trening czyni mistrza, czyż nie? I to jest prawda. Pojawiło się zatem kolejne marzenie, czy wyzwanie – przebiec 10km w czasie poniżej 1 godziny. I tutaj – porażka zupełna. Bo nie trenowałam, bo nie słuchałam swojego osobistego „zająca”, którym był Kamil, bo jego obecność mnie denerwowała, bo przywykłam do biegu własnym tempem, bo biegam sama i nie lubię się dostosowywać do kogoś, bo nie lubię presji, bo i bo i bo i bo… Dużo tych „bo”-siów. Nie udało się. Były nerwy na trasie biegu, obrażanie się o byle co itd. A to może PMS? Może i tak. Nie mniej – nauczyliśmy się oboje z Kamilem, że biegać razem, to my ani nie chcemy, ani dobrze nam to nie wychodzi, chociaż mój „Zając” spisał się na medal, dostosowując się w 100% do mnie – dziękuję, mimo, że doceniam to mocno po fakcie 😉 I dobrze – kolejne doświadczenie, kolejne wnioski i na pewno

nie powtórzymy już błędów w przyszłości. Wolimy radosne bieganie, a nie presję i stres – bo to bez sensu.

Także zacząć jest łatwo. Trudniej wytrzymać w postanowieniu, cyklicznych treningach. Najtrudniej ruszyć tyłek z kanapy przy gorszej pogodzie. Pogoda to idealna wymówka dla aktywności na świeżym powietrzu. A mówią, że nie ma złej pogody do biegania, tylko są źle, bo nieadekwatnie, ubrani biegacze. Coś w tym jest. ja nie lubię biegać w deszczu i na pewno nic mnie nie zmusi. I to też jest fajne, bo moje. nie jestem profesjonalnym sportowcem i nikt, ani nic nie zmusi mnie do niczego. Wszystko, co robię, robię z własnej woli i jeśli są sukcesy, to i zasługa jest tylko MOJA, a satysfakcja podwójna! I dlatego warto! Warto się pobić samemu ze sobą. Warto! Dlatego dziś po dłuższej przerwie cialis prix moyen en pharmacie w biegowym cyklu, pójdę pobiegać 🙂 Wy też?

IMG_5571 IMG_5582 IMG_5583 IMG_5644 IMG_5642 IMG_5646 IMG_5648 IMG_5651

Fotki z biegu Oshee 10km Run w ramach Orlen Warsaw Marathon – 24.04.2016 (źródło: fotomaraton.pl)

baterie

IMG_5956

Blog ostatnio w powijakach. Jednak muszę przyznać, że niełatwo jest utrzymać

częstotliwość wpisów na poziomie 2-3 tygodniowo. Po pierwsze tematyka, po drugie czas na napisanie, na wymyślenie i nie zanudzenie czytelnika, po trzecie energia. Właśnie – ENERGIA. Ja czerpię energię z pożywienia, jak każda istota żyjąca oprócz roślin (fotosynteza i te klimaty, pamiętacie z 4-tej klasy?). Jednak nie tylko. Często czuję się mocniej naładowana energią po spotkaniach z innymi inspirującymi ludźmi albo w ogóle z ludźmi, byleby byli dorośli. Tak, tak – dorośli. Na co dzień po wyjściu Kamila do pracy zostaje sama z dziećmi. Po odwiezieniu mojej 3-latki do przedszkola zostaję sama z roczniakiem. Hmmm… Nooo, dyskusje to my mamy z Ewcią na poziomie, prawda Ewuś? Ekhm, na odpowiedź jeszcze poczekamy. A zupełnie poważnie – osobiście często brakuje mi zwykłej https://www.acheterviagrafr24.com/viagra-sans-prescription-en-pharmacie/ pogawędki, wymiany zdań, opinii, czy zwykłego popitolenia z drugą osobą w podobnej, jak moja, sytuacji. Mam wspaniałą wspierającą się grupkę koleżanek-też mam-na facebooku i uwielbiam z dziewczynami pisać, ale wolę oko w oko. I fajne jest to, że czasem udaje acheter tadalafil sans ordonnance nam się spotkać w realu i pogadać, ojjj fajne. Właśnie takiego typu spotkania ładują moje baterie. Od razu mam lepszy humor, jestem mniej zestresowana i sfrustrowana. Żarciki i chociażby wspólne obserwacje dzieci naprawdę pozwalają na lekkie oderwanie się od myślenia o tym, co jeszcze trzeba zrobić – czy posortować pranie, co na obiad, czy trzeba dokupić ubranko/zabawkę/gadżet itepe, itede.

OK, a jak już mam tę energię, to od razu też zaczyna się chcieć. Chcieć działać, robić coś dla siebie i dla innych. I nawet zwykłe, levitra vardenafil szarobure obowiązki domowe staja się wspaniałą przygodą i…przyjemnością? Taaak! Naprawdę. Ja tak mam 🙂 Jestem absolutnie społecznym zwierzakiem. Więc nie bójmy się kontaktów zwyczajnych, oko w oko. choćby miało to być tylko i aż kolejne pitu-pitu o niczym.

Miłego dnia!

IMG_5943 IMG_5962 IMG_5950