piękności ty moja!

Jako matka i kobieta chciałabym wyglądać i czuć się dobrze. W sensie, że zdrowo – to też, ale także w sensie takim, żeby z radością i spokojem spoglądać w lustro i mówić sobie wtedy: „hej, piękna! Wyglądasz oszałamiająco, wiesz? Jesteś cudowna!”. Oj, chciałabym. Mam kilka koleżanek, które niezależnie od pory dnia wyglądają obłędnie – makijaż już od 7-mej rano, perfekcyjna wyluzowana matczyna stylówka, ale jakże modna i stylowa, do tego radość i blask bijące z twarzy mimo przerywanego snu w nocy. JAK one to robią? Też chcę TAK wyglądać, myślę sobie. No cóż. Potem szybki rzut oka w lustro i…załamka! Cienie pod oczami kolorem przypominające noc, tak – tę przerywaną karmieniem lub płaczem, ziemista cera pozbawiona blasku, lekka opuchlizna ze zmęczenia. Ogólnie smutek, żal i popłakiwanie. No nie, nie powiedziałabym o sobie „zachwycająca”. Na nic złote rady z

internetów o wysypianiu się co najmniej 8 godzin (ha, ha, ha!), o serum, kremach i maseczkach przywracających blask nastolatki skórze w wieku 30+, zabiegi za mnóstwo PLN-ów. Na nic. Ale jak one – tamte mamusie to robią, że mają https://www.viagrasansordonnancefr.com/viagra-prix/ tyle samo dzieci, też są przebudzane w nocy, a mimo to jakoś lepiej wyglądają? No jak?!? Hola, hoooola. Spróbuj, matko wstać, wyszykować najpierw siebie, a nie dziecko i od razu będziesz ładniejsza dla swoich oczu oglądających odbicie w lusterku. Przecież przez tyle lat wprawy umiesz wyszykować się np. jak do pracy w ciągu zaledwie kilku minut, prawda? Perfekcyjnie!

No to ząbki, mycie twarzy, tonik, kremik, podkładzik, puderek, cień (obowiązkowo), tusz, róż i już. Lepiej? O wiele! Ile czasu ci to zajęło? Max 5-10 minut. Do tego marsz do szafy, gdzie czeka bluza. Tak – bluza. Zdziwienie? Eeee. Ale, ale – uwaga – bluza wyprasowana np. dzień wcześniej przez męża – a niech ma wkład w wygląd i dobre samopoczucie żonki, a co. Dżinsy – mogą być nawet z liceum, teraz dziury w modzie, a poza tym masz tę samą figurę, o ile nie lepszą, dzięki codziennym aktywnościom (pamiętasz wpis?) . Całe skarpetki (to ważne – bez dziur, tutaj już absolutnie bez dziur), ładna bielizna – naprawdę to się czuje, gdy mamy na sobie kolejne bawełniane majtasy z postacią z kreskówki, a kiedy coś lepszego ;), i go, go, go – na podbój świata! No i? Jak samopoczucie? +100! Wypróbowałam i wiem. ALE.. Jejuuuu – jeszcze jakieś

„ale”? Tak, tak. ALE to nie wszystko. Jeszcze uśmiech spowodowany nowym osiągnięciem dziecka, które zaprezentowało to z samego rana, buziak, uścisk i…marsz do przedszkola. Niech inne matki Ciebie stawiają za wzór, że taka ładna, zadbana i pełna sił witalnych 🙂 To działa! Powodzenia.

12784514_10207620783613725_701632565_n 12769429_10207620783533723_376315576_n

Zająć dziecięcy czas

12736172_10207604089036371_905742209_n

W obecnych czasach nam-rodzicom chyba jest łatwiej niż w czasach, gdy my byliśmy małymi brzdącami. Mamy pieluszki jednorazowe, ogromny wybór kaszek, słoiczków, deserków, obiadków, soczków, artykułów higienicznych i ubranek, akcesoriów i gadżetów. Ale mimo wszytko chcemy czegoś więcej. Może nie „chcemy”, a „chcę”. Tak – JA chcę. Więc szukam, patrzę i zastanawiam się. Nad czym? Ano nad zajęciami https://www.acheterviagrafr24.com/achat-viagra/ dla dzieci. Jako świadomy rodzic chcę, żeby moje dziecko miało dostęp do wszelkich aktywności wspomagających jego rozwój. Nie zawsze mam pomysł i siłę, aby zrealizować zajęcia samemu. Na swoim, mało-miastowym rynku mimo wszystko jest takowa oferta skierowana do różnych wiekowo dziecięcych grup, więc czemu nie skorzystać?

Moja Iga należy jeszcze do najmłodszej grupy wiekowej (2 – 3 lata),        dla której znalazłam u nas takie zajęcia:

zajęcia muzyczne

Opis tutaj – <klik>. Zajęcia umuzykalniające. Mnóstwo wokaliz, zapoznanie się z instrumentami, również zabawy muzyczno – ruchowe typu pociąg itp. Zajęcia pokazują, że otaczające nas dźwięki mogą służyć naszej rozrywce, a także zapoznają dziecko z zabawą z innymi dziećmi. Dla dzieci już od 6-tego miesiąca życia! Fantastyczny był pomysł, żeby te zajęcia w okresie letnim odbywały się na świeżym powietrzu. Strzał w 10-tkę. No hit po prostu. Na zajęcia pod daszkiem nie chodzimy, bo średnio nam termin pasuje. Więc czekamy na powtórkę z zajęć w plenerze.

zajęcia ruchowe

Opis tutaj – <klik>. Iga uczęszczała na kilka spotkań w ramach tych zajęć. Teoretycznie jest to przygotowanie przedszkolne, żeby i rodzic, i dziecko mogli liznąć, jak fajnie można się bawić z ciocią przedszkolanką i innymi dziećmi w podobnym wieku. Uspokaja rodzica, że w przedszkolu wcale   nie będzie dziecku tak źle i tęskno, jak się mu wydaje, a dziecku pozwala oswoić się z zabawą wśród innych dzieci i z panią prowadzącą. Te same zajęcia są prowadzone w naszym przedszkolu.

zajęcia plastyczne

Opis tutaj – <klik>. Generalnie zamysł zajęć plastyczno-ruchowych, gdzie dziecko wraz z rodzicem mogą się absolutnie legalnie pobrudzić i wymazać farbami, klejem, mąką i innymi materiałami jest genialny. Ja – jako rodzic z uciechą poszłam na pierwsze zajęcia. Mieliśmy mazać

się nawzajem farbami – suuuper! Trochę mniej super było dla Igi, która do brudzenia się nie ma wcale zapędów. Ale już kolejne zajęcia okazały się i dla niej świetną zabawą. Ufff. 🙂

Dla starszych dzieci można już wybierać spośród wielu propozycji zajęć tanecznych:

manualnych:

  • robotyka TU
  • klub szalonego naukowca TU
  • zajęcia plastyczne TU i TU

sportowych

  • piłka nożna TU
  • sporty walki TU
  • gimnastyka TU
  • szachy
  • konie (jest kilka stajni i stadnin w okolicach Skierniewic)

11230725_498867786939334_6556479782734163304_n-3 https://www.acheterviagrafr24.com/achat-viagra-en-ligne-sans-ordonnance/ 11885276_509240149235431_5731986078784722128_n 12784562_10207604089116373_189623956_n 12769573_10207604089236376_448752128_n 12769455_10207604089076372_1652989491_n

Jeśli znacie więcej ofert zajęć dla dzieci zapraszam do wspólnego stworzenia listy takich aktywności. To na pewno pomoże innym rodzicom w wyborze odpowiednich i stymulujących aktywności dla swoich dzieci.

Aktywności

My-matki ciągle jesteśmy w ruchu. Ostatnio nie raz i nie dwa złapałam się na tym, że zalec dupcią na kanapie mogłam dopiero, gdy położyliśmy dziewczynki spać, czyli między 20-tą a 21-szą. Hmmm….nawet kawę pijam już tylko ciut w spokoju, bo zaraz młodsza latorośl się budzi (nie wiem – zaczynam powoli podejrzewać, że chyba zapach – skądinąd wspaniały – kawusi mamusinej ją zachęca do powrotu z objęć Morfeusza). Ale co to za aktywność, ktoś zapyta. A spora! Naprawdę. Kilkadziesiąt przysiadów, niekiedy z porządnym kilku- lub kilkunasto-kilogramowym obciążeniem (zajęcia ze sztangą to pikuś), kilkadziesiąt schodów do pokonania (również z obciążeniem) – mieszkam na 4-tym piętrze

w bloku bez windy (!!!), schylanie się po klocki, lalki, zabawki porozrzucane nonszalancko na dywanie, ręce, które co rusz mieszają różne substancje od mleka po zupki, obroty, a w zasadzie półobroty głową – milion razy dziennie ogarniamy wzrokiem sytuację (po głębszym zastanowieniu się stwierdzam, że obroty to niegłupia funkcja by była!), półprzysiady (bo już już witamy się z miękkością kanapy/fotela/taboretu, a tu słychać brzdęk lub stęk, lub płacz, lub „mamooo!” i hop, do góry!), kilometry kroków na spacerkach. Już nawet nie wspomnę o dzikich tańcach – hulańcach, latino – zumbastycznych ruchach, podskokach przy dziecięcej muzyce. A już na pewno nie lada aktywnocią są sprinty nocne i dzienne do płaczów, jęków i stęków, bo przecież dzieć w niebezpieczeństwie! Znamy to? Oj, znamy!

Niejeden uczony pewnie podliczał ile to kilokalorii spalają matki http://www.cialispharmaciefr24.com/achat-cialis-pharmacie-andorre/ przy takich aktywnościach. Ale ja nie o tym, Ja o tym, że jednak sporo z nas ma mimo to siłę na inne aktywności typu fitness, bieganie, siłownia, basen, taniec! JAK?!? Ano tak. Ja na przykład biegam. Miałam w planach półmaraton, ale raczej się nie wyrobię z przygotowaniami, więc przełożę plan na późniejszy termin. Oprócz biegania, zaczęłam chodzić na „rurkę” – tak, tak – na pole dance. Dodatkowo wraz z dzieckiem w wózku staram się chodzić na specjalne zajęcia do naszego parku (Be Fit Mom od Ani Dziedzic – czek dis ałt!). A jakbym tylko wiedziała, że dzieci usną do danej godziny konkretnego dnia, to jeszcze i na fitness bym chodziła. Czemu? Bo lubię! I już 🙂 A tak serio – to jest to czas tylko i wyłącznie dla mnie. Tylko ja i muzyka, instruktor, moje skupienie się tylko https://www.acheterviagrafr24.com/achat-viagra-en-ligne-quebec/ na sobie. Egoistyczne? A skąd! A ile korzyści! Łatwiej patrzeć w lustro 😉 No to – do aktywności! 🙂

Pokazuję TUTAJ mini filmik z Biegu Czekoladowego, który odbył się w Poznaniu w Walentynki. Na każdego uczestnika za linią mety czekał medal, na którym widnieje tabliczka

czekolady oraz kubek gorrrącej i pysznej czekolady. Fajna inicjatywa! Gratulacje dla organizatorów. A ja wg mojego Endomondo mam nową życiówkę na dystansie 5km! 🙂

12769392_10207603949352879_1482647014_n 12767573_10207603949152874_975684250_n 12767378_10207603949112873_474260926_n

MIŁOŚĆ

OK, czas ruszyć z kopyta z blogiem. To było już od jakiegoś czasu moim wielkim marzeniem – BLOG. Z natury jestem bardzo ekstrawertyczną osobą, więc teoretycznie takie uzewnętrznianie się nie powinno sprawiać mi żadnego problemu. Teoretycznie…W głowie od wielu, wielu dni, tygodni i miesięcy wykluwały się co raz to nowsze pomysły na wpisy. Aż zasiadłam do komputera i….klops. Cisza. O czym pisać? Hę?

To może nas przedstawię ;p

JA – główna autorka tego bloga – Kasia. Mama, mama (o nie nie nie – to nie pomyłka! – mama razy 2!), żona, korposzczurzyca, gospodyni, fitnesska, zumbiara, córeczka rodziców, koleżanka, przyjaciółka, służąca pomocną dłonią wielu ludziom, klubowa mamuśka (mamy taki Klub Mamy w moim mieście, ale o tym kiedyś będzie oddzielny post), podróżniczka, fotografka, przewodniczka (samozwańcza oczywiście). Czyli – mam wiele imion i  tytułów. Ale przede wszystkim we wszystkim, co robię, staram się być naturalna i szczera. Nie zawsze popłaca, ale naiwnie wierzę, że jednak karma wraca 🙂 Samą siebie naprawdę trudno mi opisać – mam olbrzymie trudności z wnikliwą obserwacją otoczenia (nie, nie przez wadę wzroku) – tą działką zajmuje się u nas Kamil – mój mąż. On jest w tym naprawdę dobry. Ja – dużo gadam, opowiadam, często odnosząc wszystko do siebie, że „ja”, „moim zdaniem”, „w moich oczach”, czasami ZA dużo, i ZA szybko, ale to JA 🙂 Kamil – moja druga połowa – mówi mniej, jest bardziej wyważony, ale i mniej otwarty. Wydaje mi się, że trzyma w ryzach moją porywczość i spontaniczność, ale w tym dobrym znaczeniu. Chłodzi moje czasem zbyt mocno zwariowane zapędy. Patrzy czasem bardziej trzeźwo na otaczający nas świat, ma fantastyczny dar izolacji w danej sytuacji i umiejętność oceny, jakby patrząc z boku, z dystansu – zazdroszczę mu tego. Ja analizuję PO fakcie. Właśnie – PO – to już niewiele da się zrobić 😉 Mam tendencje do depresyjnych nastrojów, a za chwilę do tryskania humorem i uśmiechania się od ucha do ucha. Huśtawka. TAK! Bo życie ze mną jest takim trochę rollercoasterem – i tak będzie na blogu 🙂

Z Kamilem mamy dwie cudoooowne córeczki! Są naj naj naj naj we wszystkim, oczywiście! Iga – ma już prawie 3 latka! Kiedy to zleciało?!? Nie wiem, ale wiem, że chcę dla niej absolutnie wszystkiego, co najwspanialsze w życiu! Dla 9-miesięcznej Ewy pragnę tego samego. I jako matka na pewno nie spocznę,

dopóki nie stworzę im wprost idealnych warunków do rozwoju, życia i miłości. O! Właśnie! A w tym wszystkim jest u nas mnóóóóstwo miłości! 🙂 Cudownie!

IMG_3753